piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 7 ,,Sen drugi"


,,Witaj, Dziewiątko. Ja to Szóstka "

* * Remember when you tried to write me off?
Remember when you thought I'd take a loss?
Don't you remember? You thought that I would need yah
Follow procedure, remember?

[...]  Cause baby now we got bad blood * *

Narrator ogólny
    Przez pęknięte okno powoli sączyło się światło. Wnętrze chaty nabrało kolorów po ciemnej, deszczowej nocy. Wiadomo jednak, że po deszczu zawsze wychodzi słońce. To słońce obwieszczało także zupełnie nowy poranek w Świecie Snów.
    Alex otworzyła oczy niemal w tym samym momencie, co On. Dwie pary brązowych oczu przez chwilę się spotkały. Przez chwilę, bo zaraz się podnieśli. W tym spojrzeniu nie było jednak ani krzty ciepła. Alexandra powoli wstała i rozciągnęła się. Nie należało do najwygodniejszych łóżek, na jakich spała. Lepsze takie łóżko, niż spleśniały dywan, upomniała się, wracając wspomnieniami do nocy w poprzednim śnie. Chłopak zrobił to samo.
 - Wciąż nie zamierzasz się przedstawić? - zapytała, próbując rozczesać pracami skołtunione włosy.
      Ignorowanie. Ponownie. Żadna nowość! Przecież go zjedzą, jak odpowie!
      Spakował ich w przeciągu kilku sekund, a potem z Alex u boku opuścił starą chatę. Rzecz jasna, wcześniej dziewczyna przebrała się z tej niewygodnej sukienki we wczorajsze ubranie, które już zdążyło wyschnąć. Skierował się do przycumowanej łodzi.
 - Wczoraj mówiłeś, bym nazywała cię, jak chcę - przypomniała. - Ale nie mam pomysłu...
      Odpowiedział jej jednak tylko zgrzyt wioseł. Jak zwykle! Może jest głuchy? Nie czekając na zaproszenie, które i tak nie padło by z jego ust, wsiadła do łódki. Po chwili także i on wsiadł, zaczynając, jak ostatnio, wiosłować w górę rzeki. Po kilku minutach nie wytrzymała.
 - Słuchaj - ponownie przerwała ciszę. - Wczoraj był u mnie mój przyjaciel, syn Piaskowego Ludka - usłyszała jego prychnięcie pod nosem. - Ooo, czyli słuchasz! Powiedział, że on nie może mi wyjaśnić, o co z tym całym Światem Snów biega oraz że mam zapytać jakiegoś Podróżnika, albo kogoś stąd. A ty jesteś stąd - zakończyła.
 - Podróżnikiem też jestem - odezwał się.
 - Więc powiesz mi o co z tym chodzi? - jej oczy rozjaśniły się.
      Wyglądał na zamyślonego, ale po chwili jego twarz przybrała tradycyjny, olewający wszystko wyraz. Strasznie irytowało ją, że nie może go rozgryźć, albo chociaż przełamać. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko prawienie monologów. Alex zmarszczyła brwi.
 - Wiem, jak cię nazywać - powiedziała uśmiechając się niewesoło. - Kamienne Serce albo Mam Gdzieś Że Coś Do Mnie Mówisz! - skończyła podniesionym głosem.
        Potem, nie mając nic innego do roboty, zaczęła układać wiersze. Po chwili, mając już gotowy wers nie potrafiła znaleźć rymu. Przez jej umysł przewijało się pełno wyrazów, ale żaden tak naprawdę się nie rymował. W końcu po paru minutach poddała się i zapytała go, nie licząc wcale na odpowiedź. Rozmowa z nim, to jak walenie grochem o ścianę. Ale przynajmniej nie mówię do ściany, tylko do żywego człowieka, nawet, jeśli to człowiek milczący.
  - Co się rymuje z ,,o zgrozo"? - zapytała, zmieniając pozycję. - Wiem! Brzozo... są tu w ogóle jakieś brzozy? - rozejrzała się. - A tak po za tym, wymyśliłam ci lepsze przezwisko, Callado* - poinformowała. - Z hiszpańskiego znaczy...
 - Wiem, co znaczy - odburknął.
 - Czyli potwierdzisz, że pasuje jak ulał? - uśmiechnęła się od ucha do ucha, zadowolona z siebie.
     Callado nie zrobił nic, ale ona też niczego nie oczekiwała. Siedział i wiosłował dalej. Alex postanowiła dalej układać wiersz. A właściwie, może sobie pośpiewać? Niemal z miejsca odrzuciła ten pomysł. Nie, przecież ON tu jest, a nie zamierzam przy nim śpiewać. Postanowiła zatem pooglądać widoczki. Rzeka była czysta i niekiedy można było dostrzec pływające w niej małe stada ryb. Roślinność była w cudnym odcieniu zieleni. Wszystko wydawało się takie piękne, jakby nie było prawdziwe. Bo nie jest, upomniała się w myślach. To jest tylko sen. Kiedy znów zobaczyła ryby, uświadomiła sobie, że jest głodna. Nie spodziewała się, że głód może doskwierać jej we śnie. Skrzywiła się. Nie chciała go o nic prosić, ale żołądek odzywał się coraz głośniej.
 - Możemy się zatrzymać na posiłek? - zagadnęła.
      Skinął głową i zaczął kierować łódź w stronę prawego brzegu. Kiedy wreszcie dopłynęli, on zacumował ich środek transportu i trzymając swój nóż ustami złapał jakiś, według Alex, pierwszy, lepszy patyk. Ona usiadła na zwalonym pniu i obserwowała, co robi. Jeden koniec patyka wystrugał w szpic. Alex uniosła brew. On zamierza łowić ryby jak na filmach? No to popatrzymy...
      Ku swojemu zaskoczeniu Alex spostrzegła, że z pięciu prób chybił tylko raz... i to trochę z jej winy, bo wlazła do rzeki i wystraszyła ryby. Oczywiście spojrzał na nią karcąco.
      Wzruszyła ramionami z z przepraszającym wyrazem twarzy wyszła z wody.
      Callado rozpalał ognisko. Chciała pomóc, ale raczej jej do tego nie dopuścił. Siedzieli na pniu i jedli smażone ryby, co przychodziło Alex z wielkim trudem. Chłopak, litując się nad nią zaproponował użycie noża (jednym słowem: chcesz?), ale odpowiedziała, że sobie poradzi, a teraz, wciąż męcząc się z głupią rybą była coraz bardziej głodna. Siłowała się z nią jeszcze chwilę, a potem westchnęła ciężko. Ścisnęła usta. No kurde... nie mam wyjścia, inaczej umrę tu z głodu, nawet, jeśli to tylko sen!
 - Mogę jednak ten nóż? - zapytała.
     Uniósł brwi, a jego spojrzenie mówiło samo za siebie. A jednak ci potrzebny! Wiedziałem! Alex prychnęła.
 - Wcale nie do ryby - przewróciła oczami. Kącik jego na chwilę się uniósł. Umiejętnie przerzucił nóż w ręce, odwracając go rękojeścią w jej kierunku.
     Słońce było już nisko, ale wciąż było niemal tak jasno, jak rankiem. Alex rysowała na piasku serduszka, gwiazdki, kropki i inne tego typu rzeczy. Już miała napisać między nimi ,,Alexandra", ale przypomniała sobie, że przedstawiła się jako Rose. Napisała zatem ,,Rosalie".
      W międzyczasie Callado wytrzasnął skądś drugi, szerszy pień drzewa, na którym potem usiadł i zabrał się za palenie fajki. Alex przyglądała się chwilę, a potem wstała otrzepują swoje spodnie z piasku.
 - Poza snami też palisz? - spytała, plącząc ręce na piersiach.
 - Nie - znów zaciągnął się dymem, po czym wypuścił go nosem. 
      Wyciągnął rękę z fajką w jej stronę.
 - Chcesz? - zapytał, unosząc brwi.
 - Nie, dziękuję - odpowiedziała, krzywiąc się.
 - Tak myślałem - rzekł z ironicznym uśmiechem.
     Teraz to się ze mnie nabija, pomyślała Alex. Już miał przykładać fajkę do ust, kiedy wyrwała mu ją z ręki i sama wzięła do ust duży wdech dymu. Potem oddała fajkę i chuchnęła mu dymem w twarz. Odwróciła się i poszła w stronę łódki, krzycząc: ,,Płyniemy dalej!".
      Chwilę podążał za nią wzrokiem, a potem pokręcił głową i wstał. Zanim jednak którekolwiek z nich zdążyło wsiąść do łódki, coś poruszyło gałęziami drzewa. Rozległ się odgłos spadania.
 - Kogo ja widzę? Dwójkę podróżników? - zapytał znudzony kobiecy głos.
    Oboje odwrócili się w tym samym czasie. Chłopak prychnął pod nosem, kiedy przed nimi w całej swej okazałości wyrosła blondynka o wężowatym spojrzeniu. Jej włosy wyglądały, jakby je tleniła i opadały lekkimi falami na ramiona, okryte futerkiem. Miała na sobie czerwono-czarny, staroświecki płaszcz, a usta pomalowane nie wiadomo czym były niemal bordowe. Na oko miała może ze dwadzieścia lat. Uśmiechała się szyderczo.
 - Spadaj, Angelika! - fuknął Jake.
     Znają się? Skąd? No tak... nawet nie zapytała, ile snów tu spędził. Zresztą, i tak by nie odpowiedział.
     Blondynka jednak go olała, co sprawiło, że poczuła do niej cień sympatii, który jednak szybko zgasł. Angelika swoim dzikim spojrzeniem zmierzyła Alex i podeszła do niej. Poruszała się z niebywałą gracją, jakby sunęła po podłożu. Było w niej jednak coś, co Alex przypominało filmowe uwodzicielki. Zrobiła to, co wcześniej Callado. Odwróciła jej prawy nadgarstek wewnętrzną stroną do góry, by ujrzeć czarną, ozdobnie narysowaną cyfrę dziewięć.
 - Witaj, Dziewiątko. Ja to Szóstka - powiedziała jedynie i puściła jej dłoń, po czym zwróciła się do chłopaka: - A zatem jesteś Szukającym?
      Wolno skinął głową, a Alex zaczęła zastanawiać się na czym polega ta funkcja. Pierwsze skojarzenie - Harry Potter, ale na 99,(9)% to nie o to chodzi.
 - Spotkamy się z pewnością nie raz - kontynuowała blondynka. - ale tak czy inaczej w Sektorze Dziewiątym będę szybciej, niż wy.
 - Jakbym potrafił latać, to też byłbym szybciej, ale ja nie zadaję się z pijawkami - odburknął Callado.
 - Szkoda - powiedziała podchodząc do niego i swoim długim, idealnie czarnym paznokciem dotknęła jego podbródka. - Byłbyś mile widziany...
     Przybliżyła się, co wyglądało, jakby chciała go pocałować. A może chciała?
 - Odejdź - powiedział, odwracając twarz.
 - Nic się nie zmieniłeś... - westchnęła teatralnie i odsunęła. - Chyba jednak popłynę. Kto wie, może dziewczyna cię zostawi i dołączy do nas? - zapytała apatycznie, po czym szepnęła mu coś do ucha. Coś, co wyraźnie go zdenerwowało i coś, co wywołało jej satysfakcję. - Do zobaczenia - rzuciła na odchodne i ku zdumieniu Alex zamieniła się w nietoperza.
    Dziewczyna śledziła latającego ssaka przez parę dobrych chwil, po czym odwróciła się do swego towarzysza podróży z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Przekrzywiła głowę i bezgłośnie zapytała: Jak?
 - Wampir - odpowiedział tylko z obrzydzeniem w głosie.
      Alex wytrzeszczyła oczy, ale nie zauważyła niczego, co by wskazywało, ze sobie z niej kpi. Wampir. No to w zasadzie sen. Spojrzała na słońce.
 - Myślę, że zaraz trzeba będzie się budzić - westchnęła. - Będziemy jeszcze dzisiaj płynąć?
 - Nie - odparł i położył się na trawie.
     Alex stanęła nad nim, ziewnęła, po czym położyła się w stosownej odległości. Rozmyślała nad spotkaniem Angeliki. Wampir? Widać są tu stworzenia fantastyczne... Nie rozumiała też, o co chodziło z tym ,,może dziewczyna cię zostawi i dołączy do nas"? Co do niego, z numerów, które mógł mieć wykluczyła sześć. Zatem numer Callado to albo trzy, albo pięć, albo osiem, ale wyblakły, czerwony skrawek materiału uniemożliwia jej dowiedzenie się tego. Raczej nie pasowała jej do niego piątka. Zresztą, co mnie to obchodzi, pomyślała. Chwilę potem zamknęła oczy, by zaraz obudzić się w swoim łóżku.


*[KLIK] - tłum.
~~~~~~
No to hej! Najprawdopodobniej zobaczymy (wiecie o co chodzi XD) się dopiero w okolicach 20 sierpnia, bo jutro z rana jadę, więc nie zdążę opublikować. Nie jestem pewna, czy tam będzie Wi-Fi. To by chyba było na tyle, cieszę się, że się zwiastun podobał i ten... no nie wiem, pa?
No, wiec do zobaczenia. Aha, i polubiliście Angelikę? Ona i Jake znają się całkiem dobrze, to taka podpowiedź, ale Alex dowie się dopiero za kilka snów... (może w piątym, czwartym śnie?)
🐼 W zakładce bohaterowie już się pojawiła.
A zatem...
http://24.media.tumblr.com/tumblr_lxk8lulZ8E1qjnb38o1_500.gif
Dakota Fanning jako Angelika
 To tyle, do zobaczenia!
Lusia

środa, 5 sierpnia 2015

Zwiastun!!!

No, ja go widziałam już wcześniej i osobiście bardzo mi się podoba :)
 Jak pisałam wcześniej, oczarowana :P
Wykonała go Kitty z Bajkowych Zwiastunów [LINK do BZ]
A teraz do rzeczy: 
Oto i on!
Zapraszam do oglądania :)

Poza tym postem będzie w zakładce ,,Zwiastun" :)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 6 ,,Ja się widzę w Oxfordzie!"

No, dziewczyny! Mamy zwiastun! Oficjalnie pojawi się w środę, a ja jestem nim oczarowana! *.*

Rozdział z dedykacją dla Miry, która odgadła imię człowieka z rozdziału poprzedniego :*

* * She said to me, forget what you thought
'Cos good girls are bad girls
That haven't been caught
So just turn around and forget what you saw
* *

Oczami Lu...
      Strasznie podobało mi się w Australii. Dziś był ten dzień, w którym wszyscy mieliśmy iść do Sydney Opera House. Wszyscy, a to znaczy ja, Myrta, Luke, Alex, Tom, Lisa, Minnie, Lock, Ellie, Steve, Calum, Michael, Ashton, Fay i Camille, którą właśnie mieliśmy poznać. Piętnaście osób. Normalnie prawie, jak wycieczka klasowa! Ale to dopiero po południu, bo część osób ma szkołę.
      Zdążyłam przyzwyczaić się do conocnych koszmarów. Biedna Myrta. Z pewnością parę, paręnaście razy ją obudziłam. Z tego, co mówił Luke, jak jeszcze byliśmy u Mikołaja, to że płaczę lub krzyczę przez sen. Oczywiście, Chris i Harry łagodzą moje sny, za co jestem im naprawdę wdzięczna. Dlatego zazwyczaj kończy się na płaczu. Ze względu na koszmary i stale podkrążone oczy zaczęłam używać podkładu, czego nie robiłam wcześniej. Wszystko to po to, by zakryć te koszmarne sińce.
       Wstałam z łóżka i usłyszałam, jak moja współlokatorka mruczy coś pod nosem a potem przekręca się na drugi bok. Miałyśmy pokój na poddaszu, podobnie, jak Luke i Tom oraz Steve i ich tata. Ja byłam głodna, toteż zeszłam na dół, gdzie już pachniało jedzeniem. Babcia Luke'a uwijała się w kuchni niczym kot. Stałam na schodach i chwilę się przyglądałam. Widać było, że jest w swoim żywiole.
 - Co na śniadanie? - podskoczyłam zaskoczona.
 - Jezu, Luke, nie strasz mnie! - powiedziałam do blondyna, który stał za mną. - Czyżbyś wyczuł jedzenie?
 - Yhymmm... - odpowiedział, oblizując usta.
 - Ty żarłoku - zaśmiałam się.
 - I kto to mówi? - mruknął pod nosem Luke.
        Zeszliśmy na dół, a blondyn od razu podszedł do babci i przytulił ją. Był od niej o półtora głowy wyższy, więc wyglądało to zabawnie. Siwe włosy jego babci zawsze były zawiązane w koka. A była kobietą, łagodnie rzecz ujmując, puszystą.
 - Co na śniadanie? - ponowił pytanie, wypuszczając babcię.
 - A idź mi stąd ty podjadaczu! - zaśmiała się staruszka.
        Luke ze skrzywioną miną wyszedł z kuchni, ciągnąc mnie ze sobą. Usiedliśmy w salonie i włączyliśmy telewizor.
       Kilka seriali później z góry zlazł Steve, który zrobił dokładnie to samo co Luke. Parsknęłam na to śmiechem, a blondyn dziwnie się na mnie spojrzał. Są troszkę podobni pod względem zachowania, ale tylko troszkę. Jego młodszy brat dosiadł się do nas.
 - Dzień dobry! - powiedział tradycyjnie, żartobliwym tonem. - Wczoraj, jak was nie było, przyszła pocztówka od... Clarice. Potem, jak wróciliście, to mnie nie było, więc nie miał kto was poinformować.
 - Od Clary?* - ożywiłam się.
    Steve westchnął, podniósł się z kanapy i podszedł do szafki pod telewizorem, po czym wziął ową pocztówkę między wskazujący a środkowy palec prawej dłoni i dał ją mnie.
      Pocztówka przedstawiała widok na Most Karola nocą. Pod spodem, czerwonymi literami widniał napis ,,Praha". Pocztówkę napisano miesiąc temu**.
 - Czytaj! - ponaglił Luke, przysuwając się.
 - Hej! Co u was? - zaczęłam czytać. - My aktualnie siedzimy w Czechach. Podoba mi się tam, chociaż były ładniejsze miejsca. Pięknie za to wygląda nocą! Na ulicach wprost roi się od osób udających posągi. Poprosiłam jednego o zdjęcie, to nałożył mi nos klauna! Dużo jest Polaków i Niemców, oraz Hiszpanów. Mijałam też paru Arabów, Azjatów (nie odróżniam), Anglików a nawet Kanadyjczyków! Z tymi ostatnimi zamieniłam parę słów, ale był to ich ostatni dzień w Pradze, więc niestety więcej ich nie spotkałam. A! No i znienawidziłam brukowane ulice - ał! ***
     Zanim ta pocztówka dojdzie, to ja już dawno to miasto opuszczę. A wy? Jesteście już w Australii? 
Pozdrawiam, ściskam i całuję
Clarice
PS. Luke, Myrta - życzę szczęścia i gratulacje! Nareszcie!

    Zaśmiałam się czytając ostatnie zdanie. Nie tylko ja widziałam to od dawna. Luke zmierzył mnie wzrokiem, po czym też parsknął śmiechem. Postać o ciemnych kręconych włosach schodziła właśnie po schodach.
 - Siemaaa! - rzekł ziewając Tom.
 - Witamy w świecie żywych! - prychnął Steve, za co brunet zmierzwił mu włosy i usiadł obok mnie.
      Jakoś nie wiem, jak to się stało, ale Thomas był dla Steve'a kumplem niemal tak dobrym, jak dla Luke'a.
 - Co dzisiaj było w planach? - zapytał, rozcierając oczy. - Ooo! ,,Słodkie Kłamstewka"! - zawołał i podgłośnił.
 - Nie gadaj, że to oglądasz! - odezwał się głos ze schodów. - To mój ulubiony serial!
 - O - Luke poderwał się z kanapy, by cmoknąć blondynkę w policzek. - Hejo, śpiochu - rzekł teatralnym szeptem, na co szturchnęła go w ramię i usiadła na kolana. Wszyscy skupili się na oglądaniu.
    Wkrótce ze schodów zwlókł się tata Luke'a, który podobnie jak synowie w pierwszej kolejności udał się do kuchni. Potem wybiegł z podwędzoną kanapką.
 - Roberto! - zawołała karcąco pani Hemmings.
     Ojciec Luke'a pomachał nam na pożegnanie wolną ręką, po czym zniknął za drzwiami. Miał jakieś spotkanie ze starymi znajomymi.

~~ו*•×~~
     Idąc w kierunku domu Alex zobaczyłam jak Lisa bawi się z Absolve. Tom zaraz do niej dołączył. Kochał psy. Sam miał Goldena Retrivera o imieniu Jesse. Ja i Myrta machnęłyśmy ręką rudowłosej dziewczynie i weszłyśmy do środka. Tam czekali już Lock i Minnie, bijący się o pilota. W zasadzie, to ja lepszy kontakt mam z Minnie, niż z Lisą, za to Myrta na odwrót. Ale obie są bardzo fajne. Chwilę potem pojawiła się Alex, która niosła talerz z grzankami i postawiła go na stole, po czym zaczęła machać rękami i bezgłośnie mówić ,,Parzy! Parzy! Parzy!".
 - Hejo! - obwieścił swoje przybycie Luke.
 - Wszyscy są? - zapytał Calum, stając w progu zaraz za Luke'iem. Za nim do domu weszli jeszcze Michael i Ashton.
 - Jeszcze Camille i Fay - powiedziała Alex - ale one będą czekać przed operą. Gdzie Steve?
 - Poszedł po Roxy - odpowiedziałam.
 - Kto to? - spytała Minnie.
    Ja, Myrta i całe 5SoS odpowiedzieliśmy równocześnie znacząc cudzysłów w powietrzu:
 - ,,Koleżanka"
     Roxy była drobną, chudziutką blondynką o włosach krótkich. Nie wyglądała na zbyt miłą osobę, a bynajmniej ja jej nie lubiłam.
     Alex odciągnęła mnie na sekundę na bok. Na bok, znaczy do kuchni.
 - Tata był rano - powiedziała. - I wcześniej, w nocy też Harry, masz pozdrowienia od niego.
 - Mówili coś? - zaciekawiłam się. Tata zapewne nie chciał mnie budzić, a Harry i tak czuwa nade mną całymi nocami, na przemian z Chrisem.
 - Niewiele. Chce, żebyśmy poszły w przyszłości do Harvardu! - uśmiechnęła się sztucznie.
 - Co? - zapytałam zaskoczona. - I myśli, że ty będziesz chciała się znowu przenosić?
 - Tia, dokładnie. - Alex usiadła na krześle. - Chociaż, nie powiem, perspektywa bycia z tobą w jednej szkole była kusząca - pokazała mi język.
 - Ale się nie zgodziłaś? - upewniłam się.
 - Po moim trupie! Ja się widzę w Oxfordzie! - zaśmiała się.
 - No to oszczędzisz mi męczarni - zapasałam ręce.
 - Chociaż... może jednak Harvard lepszy...? - ciągnęła moja siostra.
 - O nie! - zaśmiałam się i wyszłam z kuchni, a Alex zaraz za mną.
     Obie wolałyśmy udawać jedynaczki, chociaż posiadanie ,,siostry od święta" było niekiedy irytujące.

 ~~ו*•×~~
    Wycieczka do opery wyglądała następująco: ja oglądałam z zaciekawieniem, tak jak Alex, po mojej prawej, Myrta przysypiała, ale tego mogłam się spodziewać, Calum, Michael, Ashton zresztą tak samo, Luke siedzący po mojej lewej słuchał, ale nie oglądał, Tom, Lisa, Minnie i Lock rozmawiali szeptem, Ellie udawała, że w ogóle ją to jakoś interesuje, ale w końcu dołączyła do grupy przysypiających, Fay i Camille wymieniały szeptem uwagi na temat stroi postaci i samych postaci, natomiast  Roxy i Steve trzymali się za ręce.
       Opera trwała trzy godziny, zatem o piątej (dla niektórych wreszcie) opuściliśmy budynek. Odprowadziliśmy przyjezdnych z Nowego Jorku do ich hotelu, a całą resztą wracaliśmy do Różanego Domku (no tak już się przyjęło), gubiąc poszczególne osoby po drodze,a właściwie odprowadzając je. Roxy była strasznie sztywna i jakaś taka...ja wiem? Wywyższająca się? Raz podstawiła mi nogę... złośliwe stworzenie, więc kiedy nareszcie poszła do swojego domu mogłam spokojnie iści i nie zawracać sobie głowy ta blond małpą. Zanim naszym super wolnym tempem dotarliśmy do domu babci Luke'a, na zegarach wybiła siódma.
     Po kolacji czekało mnie długie czekanie na swoją kolejkę w łazience, a ja w dodatku byłam szósta, czyli ostania. Sama chciałam, bo i tak najdłużej w niej siedzę. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego! Mniejsza z tym. Przede mną była tylko Myrta, która dopiero weszła. Stałam w oknie, kiedy na dole zmaterializował się Harry. Pomachałam mu ręką.
 - Cześć - przywitał się, jak to zwykł czynić przynajmniej raz w tygodniu.
     Potem łaziliśmy po na przykład parku, gadając o wszystkim i o niczym. Z czego najczęściej musiałam wymykać się oknem, bo moja mama raczej nie pochwala nocnych wędrówek.
 - Hej, zaraz zejdę - uśmiechnęłam się. - Tylko wypadałoby wrócić za jakieś piętnaście minut, bo moja kolejka do łazienki wreszcie nadejdzie - dodałam, przerzucając nogi przez parapet.
 - Okay, nie martw się, zdążysz - uspokoił. - Poopowiadasz, jak ci się podoba w Sydney!
     Już miałam skakać, kiedy zamurował mnie głos Luke'a.
 - Ładnie to tak się wymykać z domu? - zaśmiał się, wystawiając głowę z sąsiedniego okna. - A im się wydaje, że ty taka grzeczna jesteś!
     Przewróciłam oczami i poleciałam na dół. Bycie córką ducha zimy ma swoje plusy, jak na przykład latanie. Stanęłam obok Harry'ego.
 - Słuchaj, wszystkie ,,dobre dziewczyny", to tak naprawdę złe dziewczyny, których jakimś cudem nikt nie przyłapał - wzruszyłam ramionami, kierując się do ogrodu i pociągnęłam za sobą Harry'ego. Odwróciłam się na chwilę. - W tył zwrot i ty tego nie widziałeś, jasne?
 - Jasne - zachichotał i zniknął w środku.


*Przypomnienie: Była dziewczyna Luke'a, bliska koleżanka Lu i Myrty, która przeniosła się do Hiszpanii [CJF - Rozdział 8]
**To jest baardzo zmniejszone. Z Krynicy Morskiej do (nie powiem dokładnie :P) mojej babci w okolicach Rzeszowa szło gdzieś z trzy tygodnie, a do Australi... chyba, że ich poczta nie działa jak ta nasza kochana Poczta Polska XD
***Praktycznie wszystko oparte na moich doświadczeniach (po za gadaniem z Kanadyjczykami - na to nie było czasu) :) Nogi na samo wspomnienie bolą... Ale było super!
    Jeden z tych posągo-gości zawołał do mnie i moich koleżanek jak szliśmy z właśnie Mostu Karola do McDonalda i nawet nie rozmawialiśmy, zapytał ,,Polaczki?" a my ,,Tak, Polaczki, Polaczki!" a potem ,,Skąd on to wiedział..? :P". No ale - Polak Polaka rozpozna, więc inni też ;)
~~~~~~~~~~~~~~
 No, mam nadzieję, że rozdział się podobał. Trochę z perspektywy Lu, bo też jej się należy, a co :P
Cieszę się, że polubiłyście Jake'a (nie mam pojęcia, za co - no, okay, Layla mogłże się solidaryzować, bo też głównej bohaterki nie lubi :P), ale kilka snów minie, nim Alex dowie się, jak On się nazywa.
 Byłam u fryzjera i moja fryzura wygląda teraz niemal dokładnie tak:
http://iv1.lisimg.com/image/482504/600full-bonnie-wright.jpg
 Tyle tylko, że ja nie mam rudych włosów (a szkoda), grzywkę na druga stronę i moje są odrobinę krótsze :)
 Więcej do powiedzenia nie mam, zatem do następnego, za 4 dni ;)
Lusia